2009-04-17 Cenne znalezisko (Prażmów)
Tomasz Wojciuk
 W niewielkiej miejscowości Dobrzenica pod Prażmowem grupa archeologów kierowana przez Stanisława Petrykowskiego z Instytutu Archeologii UJ odkryła pozostałości po kilkunastu piecach do wytopu żelaza oraz fragmenty chałupy i warsztatu. Znalezisko datuje się na przełom II i III wieku naszej ery
- Nietypowe są tu dwie rzeczy. Po pierwsze lokalizacja: to bodaj najlepiej zachowane znalezisko na południowym krańcu okręgu piaseczyńskiego, będącego wówczas jednym z liczących się ośrodków hutniczych - mówi archeolog, Stanisław Petrykowski - Druga rzecz to bliskie sąsiedztwo części mieszkalnej, pracowni hutniczej oraz pieców. Cały kompleks w jednym miejscu to ewenement - przekonuje naukowiec.
Żelazo wytapiali Germanie
Odkryty przez archeologów kompleks hutniczy jest charakterystyczny dla kultury przeworskiej, zwanej inaczej kulturą wenedzką. Jest to kultura epoki żelaza rozwijająca się między III w. p.n.e., a V w. n.e. na terenach obecnej Polski (Śląsk, Wielkopolska, Mazowsze, Podlasie i część Małopolski) oraz Zakarpacia. Jej nazwa pochodzi od miasta Przeworsk, w pobliżu którego (dokładnie w miejscowości Gać) w 1909 roku Karol Hadaczek znalazł cmentarzysko, po przebadaniu którego archeolodzy zidentyfikowali nową, nieznaną jeszcze wtedy kulturę pradziejową. Plemiona tworzące kulturę przeworską (ich nazw niestety nie znamy) zaliczały się do grupy ludów germańskich. Słowianie pojawili się na tych terenach dopiero w V-VI wieku. Badacze nie są zgodni co do tego, skąd przybyli. Jedni twierdzą, że z terenów dzisiejszej Białorusi i Ukrainy, a konkretnie z dorzecza Dniepru i Dniestru (koncepcja allochtoniczna), inni, że wyodrębnili się oni z plemion germańskich, które pod wpływem kontaktów z Bizancjum zmieniły swoją kulturę materialną (koncepcja autochtoniczna). Nie zmienia to jednak faktu, że wówczas, tj. na przełomie II i III w. n.e. tereny wokół Piaseczna zamieszkiwali Germanie.
Nóż na wagę złota
Na terenie dzisiejszej Polski istniały w tamtych czasach trzy wiodące centra hutnicze, w których wytapiano żelazo. Były to - największy bodaj - ośrodek świętokrzyski (okolice Nowej Słupi) oraz okolice dzisiejszych miast Milanówka i Piaseczna. Żelazo było wówczas niezwykle cenne, gdyż trudno się je pozyskiwało, a popyt znacznie przewyższał podaż. Robiono z niego narzędzia codziennego użytku, ozdoby, przybory toaletowe oraz broń. Kwitła wymiana handlowa z prowincjami cesarstwa rzymskiego. W zamian za żelazo i wyroby żelazne pozyskiwano tkaniny, naczynia z brązowej blachy, szklane paciorki, ozdoby. Starożytne hutnictwo nie szło w parze z zaawansowanym osadnictwem. Nie było grodów, a chaty w których żyli ludzie były rozproszone. Dlatego też, jako, że do tej pory przebadano w pełni niewielką liczbę siedzib ludzkich, kulturę przeworską nadal otacza mgiełka tajemnicy. Jedno jest pewne: ludy trudniące się hutnictwem były wojownicze. Dowodem na to mogą być długoletnie wojny markomańskie (166 - 180 r. n.e.), w których udział najprawdopodobniej brali również najemnicy pochodzący z terenu dzisiejszej Polski.
Prowincje rzymskie płacą haracz
W drugiej połowie II w. n.e. coraz częściej dochodziło do konfliktów zbrojnych i potyczek między plemionami germańskimi, a najbardziej wysuniętymi na wschód prowincjami rzymskimi. Germanie i ich sojusznicy (m. in. plemiona Sarmatów) zaczęli regularnie najeżdżać tereny dzisiejszej Austrii i Czech. Doszło do tego, że obawiające się najazdów prowincje rzymskie zaczęły płacić barbarzyńcom daniny, będące odpowiednikiem dzisiejszego haraczu. Najazdy te w znacznym stopniu przyczyniły się do osłabienia cesarstwa rzymskiego, były zwiastunem kryzysu i jedną z przyczyn jego późniejszego upadku. Znaczną rolę w konflikcie tym najprawdopodobniej odegrał zlokalizowany na terenach dzisiejszej Polski przemysł hutniczy, a konkretnie produkowana z wytapianego żelaza broń.
Proces wytapiania żelaza
Działka, na której zlokalizowane jest stanowisko archeologiczne ma powierzchnię 1,24 ha i należy do pana Rafała Karwowskiego. Pan Rafał wiedział, że na działce znajdują się wykopaliska. Nie zniechęciło go to jednak do jej kupna i teraz finansuje badania z własnej kieszeni.
W odkopanym pod Prażmowem kompleksie mieszkało prawdopodobnie nie więcej niż 10 osób. Na obszarze 2000 m kw. zlokalizowano kilkanaście stojących w rzędach pieców hutniczych. Żelazo wytapiano z wydobywanych z okolicznych bagien i torfowisk rud darniowych.
- Najpierw kopano w ziemi jamę o głębokości do około 1 metra - objaśnia fachowo Stanisław Petrykowski. - Następnie wyklejano ją gliną przemieszaną ze słomą. Dzięki słomie lub ciętej trawie glina była bardziej zagęszczona i lepiej się formowała. Na końcu, od strony północno - zachodniej, z której w ciągu roku najczęściej wieją wiatry, budowano osłonięty otwór wlotowy doprowadzający powietrze.
W tak przygotowaną nieckę wsypywano warstwę węgla drzewnego o wysokiej kaloryczności (najczęściej dębowego), a następnie wsypywano rudę darniową, wapienie (topnik, przyspieszający wytapianie się żelaza), a potem naprzemiennie warstwy węgla i rudy, aż do powierzchni ziemi. Następnie z gliny zmieszanej ze słomą budowano wysoki na 1 m komin, do którego wsypywano przez górę kolejne warstwy węgla i rud darniowych. Później za pomocą żelaznego krzesiwa i suchego mchu lub trawy rozniecano ogień.
- W piecu palono przez co najmniej 20 godzin, dosypując od czasu do czasu węgla - wyjaśnia pan Stanisław. - Temperatura jaką uzyskiwano sięgała 1600 stopni C. Surówka w grudkach zbierała się przy ziemi. Na końcu rozbijano gliniany płaszcz i wyjmowano urobek - dodaje.
Oczyszczanie
Jednak na tym proces wytapiania się nie kończył. Półprodukt w postaci żelaznej łupki wrzucano do ogniska, a następnie rozgrzaną łupkę skuwano, dzięki czemu pozbywano się zanieczyszczeń. Jeden żelazny rdzeń ważył od kilkunastu do kilkudziesięciu gram. Z pieca uzyskiwano do 1 kg względnie czystego żelaza. Aby więc wykuć jeden średniej wielkości topór potrzeba było żelaza z co najmniej kilku pieców. Jako, że żelazo było w cenie, hutnicy byli ludźmi na tamte czasy zamożnymi.
Struktura społeczna
Tak naprawdę trudno ją zdefiniować. W kompleksie odkrytym pod Prażmowem zamieszkiwali prawdopodobnie ludzie stanu wolnego. Z pewnością jednak mieli oni nad sobą „pana”, któremu musieli płacić trybut. Naukowcy podejrzewają, że do wytopu żelaza często zatrudniano niewolników (zostawali nimi m. in. dłużnicy oraz przestępcy) lub najemników na tzw. przychodne. Przykłady takich zachowań i zwyczajów społecznych podaje Tacyt (jeden z najsłynniejszych historyków rzymskich) w dziele „De origine et situ Germanorum”.
Odkopany kompleks jest tu wyjątkiem, dlatego badacze dużo sobie po nim obiecują (chodzi zwłaszcza o dom i warsztat).
- Wierzymy, że uda nam się odkryć coś, co powie nam więcej o mieszkańcach tego unikalnego obejścia - mówi Stanisław Petrykowski.
Czy rzeczywiście tak będzie, okaże się wkrótce.
Brak komentarzy dodaj komentarz komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora |