Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 24 listopada 2017**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 24 listopada 2017**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 24 listopada 2017 **


wydanie piaseczynsko-ursynowskie (nr 569), 2015-03-27
Konstancin darowizną pokoleń

Wielki aktor Marian Wyrzykowski zaczynał swoją karierę przed wojną jako nauczyciel w szkole w Konstancinie-Jeziornie. Planuje się upamiętnić tę postać m.in. poprzez wmurowanie tablicy na ścianie jednej z konstancińskich szkół. O Marianie Wyrzykowskim oraz o Konstancinie, który odgrywa niezwykle ważną rolę dla artystów scenicznych z wybitnym aktorem Ignacym Gogolewskim rozmawia Grzegorz Traczyk

Kiedy po raz pierwszy odwiedził pan Konstancin?

Pierwszy raz zetknąłem się z Konstancinem w czasie okupacji. Na gapę dojeżdżałem kolejką do letniska. Przyciągała mnie tutaj przede wszystkim ciekawość. W Konstancinie zawsze mieszkali, wypoczywali i bawili się wpływowi i znani ludzie. Każdy chciał ich zobaczyć, obejrzeć ich wille, zajrzeć przez płot, czy usiąść w restauracji przy stoliku obok. Później, już po wojnie, był czas, że nie było niedzieli, żeby nie przyjechać do restauracji Berentowicza na kurczaki, a przy okazji zobaczyć postaci z wielkiego świata, z premierem Cyrankiewiczem na czele.

To także wyjątkowe miejsce dla
artystów.


Tak, dlatego też w 1927 roku w Skolimowie z inicjatywy aktora Antoniego Bednarczyka ze składek członków Związku Artystów Scen Polskich i darowizn miłośników teatru powstał jedyny w Polsce Dom Artystów Weteranów Scen Polskich, znajdujący się przy ul. Pułaskiego. Od lat był wsparciem i miejscem odpoczynku dla całego środowiska aktorskiego. W tej chwili w domu mieszkają m.in. wybitna tancerka Barbara Bittnerówna oraz wspaniały aktor ks. Kazimierz Orzechowski. Wielu artystów, którzy nie są pensjonariuszami na stałe, regularnie przyjeżdża tu odpocząć. W Skolimowie często bywali m.in. Irena Kwiatkowska czy Adam Hanuszkiewicz. Niestety dom obecnie jest w złej sytuacji finansowej i niknie w oczach, a koszty jego utrzymania z roku na rok wzrastają. Co prawda ZASP stara się go ratować, ale nie wiem czy to się uda bez pomocy.

Jaką pomoc ma pan na myśli?

Część Domu w tej chwili nie jest dostatecznie wykorzystywana, a to wspaniałe miejsce do wypoczynku, które ktoś mógłby zagospodarować, prowadząc tam pensjonat, sanatorium czy dom seniora. Konstancin-Jeziorna stoi w przededniu otwarcia prawdziwie europejskiego sanatorium, z Centrum Hydroterapii z solanką z własnego źródła. Wydaje mi się, że zarówno spółka uzdrowiskowa, jak i samorządy mogłyby zaopiekować się Domem i w jakimś stopniu partycypować w kosztach jego utrzymania. W Skolimowie są warunki ku temu, by część obiektu korzystnie wydzierżawić i w ten sposób pozyskać fundusze niezbędne do funkcjonowania Domu Aktora. Chcielibyśmy, żeby przetrwał i nadal był enklawą dla aktorów i trzeba zrobić wszystko, żeby go ochronić. Dom Aktora jest czymś w rodzaju darowizny czy pamięci pokoleń. To jest owoc usilnej pracy setek osób, którzy przez lata poświęcili się pracy na rzecz Skolimowa, nie tylko domu, lecz także pobliskiej nekropolii, na której spoczywają aktorzy.

W latach 2005-2006 nekropolia została odrestaurowana.

Kiedy sprawowałem funkcję prezesa ZASP-u odwiedziłem skolimowski cmentarz, gdzie zobaczyłem zrujnowane groby zmarłych pensjonariuszy domu. Wtedy też udało nam się wygospodarować fundusze na remont wszystkich aktorskich mogił i powstała prawdziwa nekropolia, której znaczenie najlepiej oddają zamieszczone tam słowa Stefana Wyspiańskiego: „I ciągle widzę ich twarze, ustawnie w oczy ich patrzę – ich nie ma – myślę i marzę, widzę ich w duszy teatrze”. Czy może być coś piękniejszego dla tych, którzy cieszyli oko, bawili i wzruszali całe pokolenia Polaków? W tej pięknej alei jako ostatnią, w ubiegłym roku pochowaliśmy córkę wybitnego aktora i nauczyciela Aleksandra Zelwerowicza – aktorkę Helenę Zelwerowicz, której prochy po 16 latach zostały sprowadzone do Polski. I to jest ta jedna kropla wdzięczności, którą chcieliśmy oddać naszym wspaniałym nauczycielom, którzy ukształtowali nas jako artystów i ludzi.

Dlaczego minęło aż tyle lat?

Helena Zelwerowicz zmarła prawie 17 lat temu w USA. Urna z jej prochami przez lata stała na kominku w domu jej przyjaciółki, mieszkającej w Nowym Jorku. Będąc u progu śmierci, stwierdziła, że prochy powinny wrócić do kraju. Udało się je sprowadzić dzięki współpracy wielu ludzi. Prochy Heleny Zelwerowicz spoczęły na cmentarzu w Skolimowie. Właśnie takimi sprawami powinien zajmować się ZASP i to właśnie świadczy o tym, że jest międzypokoleniowa ciągłość i pamięć pokoleń, której to Konstancin jest najlepszym przykładem.

Tym bardziej, że tu swoją pracę pedagogiczną zaczynał jeden z najwybitniejszych nauczycieli aktorskiego rzemiosła.

Przypadkowo dowiedzieliśmy się, że wielki aktor i pedagog Marian Wyrzykowski swoją pracę zaczynał w Konstancinie w 1923 roku. Młodziutki, wówczas 19-letni Marian Wyrzykowski, po ukończeniu Seminarium Nauczycielskiego na Ursynowie rozpoczął pracę jako nauczyciel w powszechnej szkole w Jeziornie Oborskiej, w nieistniejącym już budynku, który znajdował się niedaleko obecnej szkoły przy ul. Bielawskiej. Chcielibyśmy upamiętnić ten nieznany fakt. W Warszawie w tym roku odbędą się uroczystości upamiętniające życie i twórczość Mariana Wyrzykowskiego, których zwieńczeniem ma być odsłonicie pamiątkowej tablicy poświęconej aktorowi i jego rodzinie. Mamy nadzieję, że zostanie wmurowana obok jednej z konstancińskich szkół.

Pan znał Mariana Wyrzykowskiego?

Tak się szczęśliwie złożyło, że byłem jego uczniem. Kiedy już okrzepł w Teatrze Polskim, po wojnie został jednym z pedagogów powstałego z inicjatywy Aleksandra Zelwerowicza Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie, późniejszej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, którą ukończyłem w 1953 roku. Zaczął od skromnej pracy nauczyciela w małej szkole, a skończył, będąc wielkim aktorem i pedagogiem wyższej uczelni aktorskiej. To niesamowite.

Jakim był nauczycielem?

To był przede wszystkim artysta. Miał niekonwencjonalny sposób nauczania. Prawdopodobnie nasz rocznik po raz pierwszy na zajęciach musiał np. powiedzieć sonet Adama Mickiewicza na dziesięć rozmaitych sposobów, z różną interpretacją. Marian Wyrzykowski chciał, byśmy wygłaszali ten utwór np. ze łzami, krzycząc, protestując, obrażając się lub śmiejąc. To była świetna szkoła, ponieważ profesor otwierał nas na różne sposoby gry aktorskiej. Poza tym w ogóle miał niespotykaną dzisiaj opiekę nad słowem, na które kładł szczególny nacisk. Przyjechaliśmy z różnych stron Polski, młodzi, zagubieni, a Marian Wyrzykowski był wspaniałym mentorem, który opiekował się nami i wskazywał nam drogę. Wychował kilka pokoleń aktorów teatralnych, filmowych i telewizyjnych. Wyrzykowski aż do śmierci, nawet kiedy już niedomagał, zachował niezwykłą pogodę ducha. Zawsze był otwarty dla młodzieży. Widocznie zostało mu to jeszcze z czasów nauki w konstancińskiej szkole. Zmarł w 1970 roku i został pochowany na Powązkach.

Czy którąś z jego rad zapamiętał pan szczególnie?

Ten ciepły otwarty człowiek na scenie przeistaczał się w wielkiego aktora i wygłaszał np. monolog Hamleta. Preferował sztukę romantyczną, ale był również znakomitym aktorem charakterystycznym. Potrafił być niezwykle ujmujący i dowcipny, z niezwykłym wdziękiem wcielając się w niezapomnianą rolę Jana Kochanowskiego w Teatrze Współczesnym. Zawsze powtarzał mi: „Nie stroń od ról charakterystycznych”. I sam obsadził mnie w „Moście” Jerzego Szaniawskiego, który reżyserował, w roli przygłupiego Janka. Takiego gapowatego, piegowatego, chłopaka z rozwichrzoną czupryną. Zupełnie innego od amantów, w których w tym czasie najczęściej się wcielałem. Na zakończenie powiedział mi: „Jak się zestarzejesz, to co będziesz ciągle grał amantów z rozpiętym kołnierzykiem Słowackiego”. Takie stwierdzenia towarzyszą człowiekowi przez całe życie. Wziąłem sobie to do serca, aktor musi być wszechstronny. Wyrzykowski miał rację, bo dzisiaj, kiedy już się zestarzałem i nikt nie obsadza mnie w rolach amantów, gram niezwykle różnorodne role.

Jak ocenia pan Konstancin dzisiaj? Czy teraz odwiedza pan uzdrowisko?

Konstancin kojarzy się nie tylko z aktorami i z najbogatszymi Polakami, ale także z innymi wybitnymi artystami, którzy tu mieszkali, bądź wypoczywali. Jednym z nich był pisarz i polityk Jerzy Zawieyski, którego znałem. Ostatnio miałem przyjemność zwiedzać jego dom przy ul. Piłsudskiego, dzięki uprzejmości spadkobierców posesji. Są w nim jego książki, pamiątki i piękny portret. Szkoda, że nie są udostępniane, bo powinna tam powstać jakaś sala pamięci, którą można byłoby zwiedzać. Był nie tylko pisarzem, którego twórczość jest dziś nieco zapomniana, lecz także wybitnym politykiem. W 1964 roku jako pierwszy z ramienia PZPR spotkał się z papieżami, doprowadzając do wznowienia stosunków dyplomatycznych z Watykanem. W czasie PRL-u to był wielki wyczyn. Muzeum Jerzego Zawieyskiego mogłoby być dodatkową atrakcją Konstancina. Jednak obawiam się, że dopóki nie zostaną ostatecznie wyjaśnione kontrowersyjne okoliczności śmierci Zawieyskiego, pewnie nikt nie zajmie się upamiętnieniem tej postaci.

Jak zginął?

Oficjalna wersja brzmi, że Jerzy Zawieyski, w 1969 roku, w chwili desperacji, popełnił samobójstwo, wyskakując z trzeciego piętra warszawskiej lecznicy rządowej.

Pan nie wierzy w tę wersję?

Nie mogę tak powiedzieć. Mam za mało informacji. Nie wiadomo do końca, co tak naprawdę się stało. Ale większość tajemnic prędzej czy później zostaje wyjaśnionych. Jednak musi przeminąć kilka pokoleń.

A czy w czasie wizyty widział pan nową konstancińską scenę teatralną w Hugonówce?

Tak, uważam, że to wspaniałe miejsce, godne tradycji Konstancina. Takiej sceny nie powstydziłby się żaden teatr. Na deskach tej sceny powinny regularnie odbywać się spektakle. Konstancin bardzo się zmienia i myślę, że te zmiany idą w dobrym kierunku. Uzdrowisko czeka skok cywilizacyjny. Oby miasto i jego mieszkańcy pamiętali też o swojej historii, nierozerwalnie związanej z artystami.

Wielu mieszkańców nie utożsamia się z miastem, jest dla nich jedynie sypialnią.

Historyczna świadomość niestety zanika i wielu zamożnych mieszkańców dziś w żaden sposób nie angażuje się w życie tego pięknego miasta, nie czują się jego częścią, nie utożsamiają się z nim. Siedzą w wygodnych fotelach, w swoich willach za wysokimi płotami, są samowystarczalni. A przecież powinni być mecenasami kultywowania tradycji letniska. Nie oczekuję, by jak niegdyś artystka Zofia Terne (zmarła w 1987 r. - przyp. red.), przekazywali cały swój majątek na Dom Aktora, ale mogliby jakoś wspierać nasze wspólne dziedzictwo. Trzeba ich kopnąć w tyłek, żeby nie patrzyli tylko na czubek swojego nosa.
Grzegorz Traczyk

tagi:    Dom Aktora    ZASP    teatr    skolimów

Brak komentarzy

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· Udany finał festiwalu
· Przezwyciężając samotność
· Ujrzyj jesienne barwy
· Chór Lira ma już 55 lat!
· Debiut młodego artysty
· Tężnia w blasku sztuki
· Wieczór z piosenkami Grechuty
· Doceniono kalwaryjskich muzealników
· Święto muzyki klasycznej
· Zebranie zwierząt
· Nosferatu na piaseczyńskim rynku
· Huczny finał bogatego lata
· Hyde Park na rockowo
· Zajrzyj do ogrodów, bo naprawdę warto
· Wyspiański w pięknej oprawie
· Wesele jak prawdziwe
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· Brwinowski Parnas
· Wokaliści, róbcie swoje!
· Wesołe jest życie seniora
· Taniej na Mazowsze
· Świętowanie w stylu retro
· Zaryczą motocykle i zagrają Wilki
· Otwarte Ogrody pod znakiem kultury
· Wystawa z tragedią w tle
· Za tydzień ogrody otworzą podwoje
· Kobiety o kobietach dla kobiet
· Salonik w cieniu wieży Eiffla
· K jak kurnik, k jak kultura
· Jej debiut wzbudził uznanie
· Przez różnokulturowe okulary
· Powstanie styczniowe oczami Piłsudskiego
· Moda na czytanie tu nie mija
Wydanie:
GRÓJECKIE
· Teatrzyk nieDuży, ale z sukcesami
· Piersi, Margaret, Poparzeni Kawą – będzie się działo na Targowisku
· Będzie wystawa o historii Warki
· Kolejny udany „Wieczór z Kulturą”
· Benefis Morki
· Kultura – najcenniejszy eksponat Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego
· 100-lecie Danuty Szaflarskiej
· Kolędowanie z Moderato
· Koncert kolęd
· Orszak Trzech Króli w Warce Zwycięska bitwa aniołów z diabłami
· Na ludową nutę, czyli Święto Kultury Regionalnej
· Huknął puzonem, no i tak to się zaczęło...
· Festiwal Pieśni Sakralnej
· Kazimierz Kochański w Domu Literatury
· Pułaski zaprasza
· Koncert jakich mało
© 2005-2017  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest