Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 11 października 2019**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 11 października 2019**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 11 października 2019**


wydanie pruszkowsko-grodziskie (nr 652), 2016-12-23
Osiedle z epoki żelaza

BRWINÓW W ubiegłym roku, podczas badań archeologicznych towarzyszących budowie osiedla w Kaniach, natrafiono na osadę sprzed dwóch tysięcy lat. Zebrany na miejscu materiał został poddany analizie, która zakończyła się kilka tygodni temu. Najciekawsze eksponaty trafią do Muzeum Regionalnego w Piasecznie

- Ta osada rozwijała się między II wiekiem p.n.e. a II wiekiem n.e. - uważa dr Tomasz Kołomański, archeolog kierujący badaniami. - Odkryliśmy m.in. pozostałości pomieszczeń gospodarczych o powierzchni 23 m kw., w których hutnicy chronili się przed deszczem, jedli i odpoczywali oraz część produkcyjną, czyli miejsce, w którym znajdowały się dymarki służące do wytopu żelaza.

Wytapiali żelazo, produkowali broń
Odkryty przez archeologów kompleks hutniczy jest charakterystyczny dla kultury przeworskiej. Jest to kultura epoki żelaza rozwijająca się między III w. p.n.e., a V w. n.e. na terenach obecnej Polski (Śląsk, Wielkopolska, Mazowsze, Podlasie i część Małopolski) oraz Zakarpacia. Jej nazwa pochodzi od miasta Przeworsk, w pobliżu którego (dokładnie w miejscowości Gać) w 1909 roku Karol Hadaczek znalazł cmentarzysko, po przebadaniu którego archeolodzy zidentyfikowali nową, nieznaną jeszcze wtedy kulturę pradziejową. Plemiona tworzące kulturę przeworską (m.in. Wandale) zaliczały się do grupy ludów germańskich. Słowianie pojawili się na tych terenach dopiero w V-VI wieku n.e. Badacze nie są zgodni co do tego, skąd przybyli. Jedni twierdzą, że z terenów dzisiejszej Białorusi i Ukrainy, a konkretnie z dorzecza Dniepru i Dniestru (koncepcja allochtoniczna), inni, że wyodrębnili się oni z plemion germańskich, które pod wpływem kontaktów z Bizancjum zmieniły swoją kulturę materialną (koncepcja autochtoniczna).
Przed dwoma tysiącami lat na terenie dzisiejszej Polski istniały trzy wiodące centra hutnicze, jedno z nich obejmowało obszar powiatów pruszkowskiego i grodziskiego. Żelazo było wówczas niezwykle cenne, gdyż trudno się je produkowało, a popyt znacznie przewyższał podaż. Wykonywano z niego narzędzia codziennego użytku, ozdoby, przybory toaletowe i przede wszystkim broń. W zamian za żelazo i wyroby żelazne pozyskiwano tkaniny, naczynia z brązowej blachy, szklane paciorki, ozdoby. Starożytne hutnictwo nie szło w parze z zaawansowanym osadnictwem. Nie było grodów, a chaty w których żyli ludzie były rozproszone. Z uwagi na fakt, że do tej pory przebadano niewielką liczbę osad, kulturę przeworską nadal otacza mgiełka tajemnicy.

Cenne znalezisko
W drugiej połowie II w. n.e. coraz częściej dochodziło do konfliktów zbrojnych i potyczek między plemionami germańskimi, a najbardziej wysuniętymi na wschód prowincjami rzymskimi. Germanie i ich sojusznicy (m. in. plemiona Sarmatów) zaczęli regularnie najeżdżać tereny dzisiejszej Austrii i Czech. Doszło do tego, że obawiające się najazdów prowincje rzymskie zaczęły płacić barbarzyńcom daniny, będące odpowiednikiem dzisiejszego haraczu. Najazdy te w znacznym stopniu przyczyniły się do osłabienia cesarstwa rzymskiego, były zwiastunem kryzysu i jedną z przyczyn jego późniejszego upadku. Znaczną rolę w konflikcie tym najprawdopodobniej odegrał zlokalizowany na terenach dzisiejszej Polski przemysł hutniczy, a konkretnie produkowana z wytapianego żelaza broń.
I właśnie część jednej z takich osad, w których wytapiano żelazo, przebadano w ubiegłym roku w Kaniach. - Znaleźliśmy pozostałości 76 dymarek oraz studnię, która miała około 4 m głębokości i drewnianą cembrowinę – wyjaśnia dr Tomasz Kołomański. - Nasze badania objęły obszar 9 arów, ale ta osada jest znacznie większa. Tak naprawdę nie do końca wiadomo dlaczego mieszkające w tym rejonie ludy zaczęły w pewnym momencie wytapiać żelazo i produkować broń. Przecież rudy darniowe, z których wytapiano surówkę znajdowały się także w innych miejscach Polski.
W Kaniach archeolodzy odkryli ponad 2000 zabytków. W większości są to gliniane skorupy, będące fragmentami naczyń. - Oprócz tego w najwcześniej datowanych pomieszczeniach gospodarczych znaleźliśmy fragment ciężarka tkackiego i gliniane przęśliki. To jest świadectwo tkactwa i przędzalnictwa, którym zajmowały się te ludy przed okresem, kiedy dominującym zajęciem stał się wytop żelaza – uważa dr Tomasz Kołomański. - W studni znaleźliśmy natomiast ułamki komina dymarki - jej część naziemnej. Takich znalezisk jest bardzo niewiele.
W obrębie pomieszczenia gospodarczego natrafiono też na pozostałości kości zwierzęcych, głównie ssaków. - Badania wykazały, że są to kości bydła, a także w mniejszym stopniu świń, owiec, kóz, koni, a także zwierzyny płowej – jeleni i saren – mówi archeolog. - Wszystkie kości, oprócz końskich, mają ślady po cięciu i rąbaniu. Niektóre z nich były też obgryzane przez psy. W jednym z pomieszczeń znaleźliśmy wypełnioną kośćmi jamę, która pełniła funkcję dołu na odpadki.
Z kolei na kilku fragmentach ceramiki zachowały się resztki pokarmu, tzw. nagar. Udało się ustalić, że ludzie sprzed dwóch tysięcy lat spożywali zarówno mięso, jak i rośliny, w tym orzechy i różnego rodzaju nasiona.
Wszystkie wykopane na stanowisku zabytki, w tym fragment glinianej łyżeczki oraz dobrze zachowany kubek, trafią do Muzeum Regionalnego w Piasecznie.

Jak działała dymarka?
Wytapianie żelaza było dwa tysiące lat temu zadaniem dość karkołomnym. Najpierw hutnicy kopali w ziemi dziurę o głębokości około 1 m. Następnie wyklejali ją gliną przemieszaną ze słomą. Dzięki słomie lub ciętej trawie glina była bardziej zagęszczona i lepiej się formowała. Na końcu, od strony północno - zachodniej, z której w ciągu roku najczęściej wieją wiatry, budowano osłonięty otwór wlotowy doprowadzający powietrze. W tak przygotowaną nieckę wsypywano warstwę węgla drzewnego o wysokiej kaloryczności (najczęściej dębowego), a następnie wsypywano rudę darniową, wapienie (topnik, przyspieszający wytapianie się żelaza), a potem naprzemiennie warstwy węgla i rudy, aż do powierzchni ziemi. Następnie z gliny zmieszanej ze słomą budowano wysoki na 1 m komin, do którego wsypywano przez górę kolejne warstwy węgla i rud darniowych. Później za pomocą żelaznego krzesiwa i suchego mchu lub trawy rozniecano ogień. W piecu palono przez co najmniej 20 godzin, dosypując od czasu do czasu węgla. Temperatura jaką uzyskiwano sięgała 1600 stopni C. Surówka w grudkach zbierała się przy ziemi. Na końcu rozbijano gliniany płaszcz i wyjmowano urobek. Jednak na tym proces wytapiania się nie kończył. Półprodukt w postaci żelaznej łupki wrzucano do ogniska, a następnie rozgrzaną łupkę skuwano, dzięki czemu pozbywano się zanieczyszczeń. Jeden żelazny rdzeń ważył od kilkunastu do kilkudziesięciu gram. Z pieca uzyskiwano do 1 kg względnie czystego żelaza. Aby więc wykuć jeden średniej wielkości topór potrzeba było żelaza z co najmniej kilku pieców.
Tomasz Wojciuk

tagi:    archeolodzy    Kanie

Brak komentarzy

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· Znaleźli wspólny język z Wojciechem Jagielskim
· Jestem tatą
· Wkrótce ruszy remont targowiska
· Duathlon zastąpi triathlon
· Chcą ocalić kasztanowce
· Mieszkańcy zablokują drogę
· Obwodnica Góry Kalwarii prawie gotowa
· Kolejarze chcą zbudować dodatkowe tory
· Malują już od 45 lat!
· Z technicznej pasji i miłości do analogowych dźwięków
· Kolej polowa w czasach wojny i pokoju
· 300 uczniów zdawało egzamin na kartę rowerową
· Płyta na szczytny cel
· Coraz bliżej Puławskiej-Bis
· Gmina kupi sprzęt OSP i sfinansuje wiele aktywności
· Byli ze sobą na dobre i na złe
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· Piękna nasza Polska cała
· Trzej królowie przybyli z darami
· Miasto wspiera walkę ze smogiem
· Domaniew z nową świetlicą
· Pamięci prezydenta Wilsona
· Co zrobić, żeby było bezpieczniej?
· Tańsze bilety dla mieszkańców
· Zainwestują w drogi, kanalizację i... Austerię
· Poznaj mieszkańców lasu
· Czytali i w dzień, i w nocy
· Trzy nowe pomosty i siłownia
· Gorączka w pogotowiu
· Najpierw bramki, potem nowe pasy
· Wiosną wystartuje budowa Akademii Legii
· Stacja i dworzec na ukończeniu
· Kilometry ulic, dwie hale, przedszkole i ratusz
Wydanie:
GRÓJECKIE
· W Dniu Chynowa bawiła się cała gmina
· Olimpijczyk z indeksem
· Lekcja samorządności
· 36 uczniów uczestniczyło w Misji Przyroda
· Marianna Czamara „Belfrem roku”
· Sceny jak z prawdziwego horroru
· Marian Woronin w Błędowie
· Próbował podpalić kościół
· Rosiewicz wyśpiewał sobie „Ciotkę szarlotkę”
· Dyrektorem to tu jestem ja!
· Grójec będzie płacić mniej
· Każde jabłko na wagę „złota”
· Maliszewski czeka na wyrok
· Spóźniony śmigus-dyngus... pomyjami
· PCM w Grójcu ogłosi upadłość?
· Truskawkom zagłada nie grozi
© 2005-2019  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest