Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 22 czerwca 2018**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 22 czerwca 2018**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 22 czerwca 2018 **


wydanie piaseczynsko-ursynowskie (nr 707), 2018-02-23
Ciężko z synami

TARCZYN Małgorzata i Jerzy Domasiewiczowie opiekują się dorosłymi, niepełnosprawnymi synami. Lata płyną, rodziców opuszczają siły i zdrowie. Dlatego proszą o pomoc gminę, ale - jak mówią - zderzają się ze ścianą bezduszności

– Odpoczynek, wolny dzień? Nie wiem co to znaczy – mówi zmęczona 57-letnia Małgorzata Domasiewicz. Jej 66-letni mąż niewiele może jej pomóc. Przeszedł dwa zawały, cierpi na cukrzycę i niewydolność nerek. U obydwu ich synów niedługo po urodzeniu zdiagnozowano mózgowe porażenie dziecięce. Teraz Sławek ma 34 lata, a Tomek 19, wymagają stałej opieki i kosztownej rehabilitacji. – Trzeba im pomóc we wszystkim: ubieraniu, jedzeniu, sprzątaniu, w toalecie, wychodzeniu na spacer. Póki byli dziećmi i byłam młodsza, dawałam sobie radę z codziennym kąpaniem. Teraz chłopcy są za ciężcy... Już niedomagam na kręgosłup, nie mam siły – mówi z rezygnacja w głosie pani Małgorzata. W domu w Rudzie mieszka jeszcze 33-letnia siostra braci, ale często jej nie ma, pracuje po 12 godzin. – Próbuje ułożyć swoje życie. Kiedy może, pomaga. W ostatnie wakacje brała zwolnienie lekarskie, żeby pomóc przy opiece nad Sławkiem i Tomkiem – tłumaczy pani Małgorzata.
Starszy z braci jest dowożony w dni powszednie do grójeckich warsztatów terapii zajęciowej. Jednak nieregularnie, bo kiedy kierowca ma urlop czy jest chory, nie ma kto go zastąpić. Warsztaty nie działają również w ferie i wakacje. Z kolei 19-latek w dni powszednie mieszka w internacie przy szkole specjalnej w Międzylesiu. – Kiedy ich nie ma, gotuję, piorę, sprzątam i prasuję, bo muszę im przygotować ubrania na każdy dzień – tłumaczy matka braci.

Zderzam się ze znieczulicą
Od przeszło półtora roku państwo Domasiewiczowie prowadzą batalię z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej (GOPS) w Tarczynie o przydzielenie usług opiekuńczych. Aby ktoś przyszedł i pomógł wykąpać rosłych synów oraz posprzątać w ich pokojach. Na pół roku GOPS przysłał opiekuna, a potem go odebrał. – Na kolejne wnioski odpowiadają, że jest mąż, jestem ja, i możemy zaopiekować się Sławkiem i Tomkiem. Z zazdrością patrzę na gminy, gdzie osobom niepełnosprawnym naprawdę się pomaga, a nie tylko o tym mówi – stwierdza rozgoryczona pani Małgorzata. Ponieważ urzędnicy odpowiadali negatywnie na jej wnioski, próbowała wykorzystać oficjalną drogę – składała skargę na burmistrz Tarczyna, potem na decyzję GOPS w Samorządowym Kolegium Odwoławczym (SKO) i sądzie administracyjnym, ale na razie bez skutku. – Wciąż zderzam się ze znieczulicą i bezdusznością w tarczyńskim magistracie – mówi kobieta.
Magdalena Burzyńska, kierownik tarczyńskiego GOPS nie zgadza się z opinią, że pracownicy gminy są bezduszni. – Generalnie uważam, że państwo Domasiewiczowie otrzymują duże wsparcie z wielu instytucji, w tym oczywiście z GOPS – przekonuje kierowniczka. – Problem w tym, że szczególnie mama chłopców nie chce w pełni współpracować z naszym ośrodkiem. Dla przykładu, aby uzyskać wsparcie w postaci usług opiekuńczych, jest obowiązek wykazania, że najbliżsi nie mają możliwości zajmowania się dorosłymi, niepełnosprawnymi dziećmi. Tymczasem pani Domasiewicz przedstawiła jedynie zaświadczenie, że jest pod opieką poradni i leczy się przewlekle. Poprosiliśmy o uzupełnienie informacji medycznej, ale pani Domasiewicz odmówiła jej przedstawienia. W czasie wywiadu prowadzonego w tej sprawie przez pracownika socjalnego, pani Domasiewicz podała informacje, że jest zdrowa, co stoi w sprzeczności z tym, co potem napisała we wniosku. W efekcie odmówiliśmy przyznania usług opiekuńczych. Naszą decyzję SKO utrzymało w mocy – informuje pani kierownik.

Bo opiekun to nie służba
Zdaniem Magdaleny Burzyńskiej problemów, które powodują, że obecnie nie można przydzielić usług opiekuńczych tej rodzinie jest więcej. – Jeden z synów przebywa w internacie od poniedziałku do piątku, a drugi każdego dnia od godz. 8 do 16 bierze udział w warsztatach terapii zajęciowej. Tymczasem państwo Domasiewiczowie wnoszą o przyznanie usług opiekuńczych codziennie przez 7 dni w tygodniu dla obu synów. Jak mamy je świadczyć, podpisać umowę z osobą świadcząca usługi, skoro chłopców nie ma w domu? – pyta retorycznie kierowniczka GOPS. – Kiedy przez pół roku świadczyliśmy usługi opiekuńcze w tym domu, co nam potem zakwestionowało SKO, dochodziło do absurdów. Pani Domasiewicz przekonuje, że potrzebuje usług opiekuńczych, a wymagała od naszego pracownika, aby palił w piecu, czy wykonywał czynności w kuchni. Wynajęty przez nas mężczyzna, który te usługi świadczył, stwierdził, że ci państwo wykorzystywali go jako służbę, a nie do usług opiekuńczych i że nie chce więcej współpracować z tą rodziną. Gdy zgłębiliśmy ten temat, okazało się, że faktycznie doszło do naruszeń ze strony rodziny i wykorzystywania opiekuna nie do tych celów, do których został zatrudniony – tłumaczy.

Proszą o to, czego nie możemy dać
Małgorzata Burzyńska argumentuje, że spór z rodziną Domasiewiczów zaczął się od tego, że GOPS zmniejszył jej pomoc finansową na rehabilitację chłopców, bo dopatrzył się, że otrzymują około 20 tys. zł rocznie na ten cel z fundacji „Zdążyć z Pomocą”. – Państwo Domasiewiczowie nie przedstawili nam wszystkich informacji w tej sprawie – podkreśla.
Sytuację rodziny z Rudy dobrze zna burmistrz Barbara Galicz. – Po ludzku rozumiem, że mając dziecko niepełnosprawne jest ciężko, a co dopiero dwójkę dorosłych. Dlatego pomoc z naszej strony szła możliwie szeroko, sama bezpośrednio angażowałam się w poszukiwanie możliwości wsparcia dla tej rodziny. Tylko że ja mam wrażenie, iż z tego, co my zgodnie z przepisami możemy zaoferować, ci państwo nie chcą skorzystać. Natomiast wnioskują o pomoc, której my z różnych względów formalnych nie możemy im udzielić – argumentuje.
Piotr Chmielewski


Przeczytaj też
W busie jak w beczce ze śledziami (2018-04-13)
Z aniołem w Pradze (2017-04-28)
Surowa lekcja w Eurolidze (2016-04-01)
Brak komentarzy

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· Uniknąć szkolnego armageddonu
· Skargi rodziców odniosły skutek
· Siedlisko bobrów podzieliło mieszkańców
· Nie podwyższam, tylko równam
· Nie chcą bloków obok spokojnego osiedla
· Na rekreację tylko amfibią
· W busie jak w beczce ze śledziami
· Eksmisja XXL. Starocie za bramę
· Seniorzy wywracają się przed szpitalem
· Nietrafiony zarzut śledczych?
· Zatkał odpływ ze stawu i jest awantura
· Sprzątanie Jeziorki. Wśród śmieci... manekin
· Zalewa Skolimów. To efekt zaniedbań?
· Remont drogi. Odcięci na rok!
· Tor do ćwiczeń równowagi i mijanek
· Przystanek jest, ale dla kogo?
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· Awantura na Wesołej
· Swoje obawy i nadzieje wyrażą w referendum
· Plaga fałszywych policjantów
· Kobiety o kobietach, które trzeba przypomnieć
· Zamiast marnować, poczęstuj innych
· Mieszkańcy przegrywają z wodą
· Nie chcą przedszkola na osiedlu
· Sąsiedztwo jak za karę
· Kultura jazdy a rondo Królewska
· Błyskawiczna pomoc
· Pogorzelcy potrzebują pomocy
· Festiwal Otwartych Ogrodów
· Wspólna uprawa warzyw? Czemu nie!
· Przyszłość wójta i rady w rękach mieszkańców
· Na majówkę, na żaglówkę
· Linia 400 kV – nowe otwarcie
Wydanie:
GRÓJECKIE
· Biegi papieskie
· Gimnazjalistki czytają przedszkolakom
· Medale za długoletnie pożycie małżeńskie
· Aktywizacja seniorów – wspólna sprawa
· Oni już pracują... na własne konto
· Igor Hupało Animatorem Roku
· Lekcja wf-u z Anną Lewandowską
· Przedszkolaki na wielkiej scenie
· Młodzi duchem i spragnieni wiedzy
· Pod wpływem...
· Grójecka młodzież gościła w Niemczech
· Świat bez kobiet byłby jak ogród bez kwiatów
· Szkoła Dialogu
· Jak zaktywizować seniorów?
· Lekcja samorządności
· Odnowiony kościół
© 2005-2018  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest