Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 14 grudnia 2018**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 14 grudnia 2018**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 14 grudnia 2018 **


wydanie pruszkowsko-grodziskie (nr 282), 2009-02-20
Przede wszystkim fotografik

Życie pełne przygód, nadające się na scenariusz filmowy. Wyprawy w Himalaje, na Antarktykę, zwiedzanie jaskiń, przejazd ciężarówką przez pół Europy i Azję. Pracował przez 30 lat jako lekarz chirurg, by rzucić to i zająć się fotografią. Mirosław Wiśniewski to przede wszystkim zawodowiec, który zrobił w swoim życiu dziesiątki tysięcy zdjęć.

Jego rodzina pochodzi z Wileńszczyzny. Mieszkał w różnych częściach Polski, ale osiadł na Mazowszu. Rozpoczął studia lekarskie na Akademii Medycznej w Warszawie. Został chirurgiem plastykiem. Przez 15 lat pracował w szpitalu wojskowym. - Wtedy chirurgia plastyczna była rekonstrukcyjna - mówi Mirosław Wiśniewski. - Operowaliśmy oparzenia, rozszczep podniebienia, robiliśmy wszelkie przeszczepy itp.

Zaczęło się od medycyny

Przez 30 lat był lekarzem. - Pracowałem w wojsku, potem w Instytucie Matki i Dziecka, odchodząc coraz bardziej w stronę fotografii - wspomina Mirosław Wiśniewski. - Najpierw była to fotografia naukowa.
Ma na swoim koncie kilka wynalazków. Jego imieniem nazwany jest fotopedometr - urządzenie do mierzenia wydolności stóp za pomocą fotografii. - Generalnie interesowało mnie przenoszenie brył trójwymiarowych na papier - mówi Mirosław Wiśniewski. - Robiłem fotografie w ultrafiolecie. Nie było wtedy termowizji, więc robiłem zdjęcia na podczerwieni. Ta metoda, w tej części Europy była owiana tajemnicą. Dostęp do niej miało tylko wojsko. Pracując w wojsku miałem dostęp do takich aparatur.
Oprócz zdjęć naukowych ważna była fotografia artystyczna. - Pierwsze zdjęcia zrobiłem w 1953 roku po maturze - mówi Mirosław Wiśniewski. - Były to fotografie krajobrazowe, zamieszczone po raz pierwszy gdzieś w prasie. Od początku interesowała mnie fotografia artystyczna - pejzażowa.
W czasach głębokiego PRL-u występowały trudności z wszelkim asortymentem, nie mówiąc o fotograficznym. - Kłopotów ze sprzętem nie miałem - mówi Mirosław Wiśniewski. - Dlatego pracowałem w wojsku. Każdy mój przełożony był bardzo dumny, że taki dziwny człowiek pracuje u nich jako chirurg. Moje zdjęcia przydawały się w medycynie, a fotografie artystyczne zdobiły ich gabinety.
Bardzo szybko zaczął publikować swoje prace i otrzymywać nagrody. Już w 1956 roku przedstawił swoją indywidualną wystawę zatytułowaną „Barwy mojej ziemi”.

Pierwsza wyprawa w świat

W swoim życiu trafił na kilku ludzi, którzy odbywali ekstremalne wyprawy. Zaprzyjaźnił się się z Andrzejem Zawadą, wybitnym alpinistą i pojechał na pierwszą wyprawę himalaistyczną. Góry były mu zawsze bliskie. W zasadzie zaczął fotografować w Tatrach, gdzie przyjeżdżał, wykorzystując każdą wolną chwilę w szkole czy pracy.
Na wyprawę w Himalaje pojechał jako fotograf, ale nie tylko. - Przydawałem się jako fotograf, ale chcąc być bardziej przydatny, zdobyłem zawodowe prawo jazdy - wspomina Mirosław Wiśniewski. - Prowadziłem podczas wypraw z Warszawy do Katmandu ciężarówkę Jelcz. To jest największa przygoda w moim życiu. W zależności jaką trasę się wybrało odległość wynosiła od 11 do 14 tys. kilometrów.
Wybór drogi uzależniony był od sytuacji politycznej w danej części świata. - Kiedy była wojna grecko-turecka o Cypr, to nie zostaliśmy wpuszczeni do Turcji, mimo zabiegów dyplomatycznych - opowiada Mirosław Wiśniewski. - Musieliśmy jechać przez Związek Radziecki. Sześć republik radzieckich - zupełny horror.
- Później wysyłaliśmy Jelcza do Kalkuty, Bombaju lub Madrasu i stamtąd go odbieraliśmy - dodaje Mirosław Wiśniewski. - Potem przejeżdżaliśmy cały kontynent subindyjski do Nepalu, czyli 6 tys. kilometrów. Portem docelowym był ten, który miał pływający dźwig, aby mógł władować naszą ciężarówkę. W ten sposób przejechałem Słoną Pustynię w Iranie.
Z Iranem wiążą się jeszcze inne wspomnienia. - Studiowałem z żoną szacha Iranu, ostatnią królową Farah Diba, która ukończyła mój rocznik medycyny w Warszawie i była koleżanką z sąsiedniej grupy - dodaje pan Mirosław.

Ucieczka, od ponurej, polskiej rzeczywistości

W latach 70-tych poznał Stanisława Rakusa Susczewskiego, badacza polarnego, z którym ruszył do Antarktyki. Była to pierwsza wyprawa, która miała na celu budowę stacji badawczej im. Arctowskiego. - Nie było to proste w tamtych czasach, ponieważ połowa Arktyki opanowana była przez Rosjan, a druga przez Amerykanów - wspomina Wiśniewski. - W 63 dni 187 ludzi zbudowało stację. Radość była ogromna. W latach 80-tych działał w opozycji. Nie podobało się to jego ówczesnym zwierzchnikom - Moja przełożona w Centrum Zdrowia Dziecka nie bardzo chciała mnie mieć w swojej załodze, więc bardzo chętnie zgadzała się na każdy mój długi wyjazd - wspomina Mirosław Wiśniewski.
Zrezygnował z wykonywania zawodu lekarza, a po jednej z długich wypraw zorientował się, że metody pracy są już inne. - Moi koledzy, rówieśnicy byli już profesorami, a ja wciąż na poziomie kogoś kto ukończył studia - dodaje Mirosław Wiśniewski. - Jak oglądam zdjęcia z tamtych czasów, to nie chce się wierzyć, że człowiek kiedyś był odważny, a może głupi, może zdeterminowany. Miało to taki podtekst naturalny. Myśmy uciekali wtedy od tej ponurej polskiej rzeczywistości.

Żebym pamiętał: jest ojczyzna w gałązce dymu, w ognia blasku...

Po tych wielkich wyprawach osiadł na Mazowszu. W 1976 roku wybudował na ziemi grodziskiej pierwszy swój dom, a do dziś - jeszcze dwa kolejne. Wszystkie wokół lasów skulskich i petrykowskich.
- Po 1989 roku założyliśmy z żoną wydawnictwo - mówi Mirosław Wiśniewski. - Zaczęliśmy wydawać wielkie albumy o Polsce. Materiał z poprzedniej części życia był imponujący, więc można było z tego czerpać.
Przez wiele lat był aktywnym członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików. - Działem z zarządzie związku, który jako jedyny był nierozwiązany podczas stanu wojennego - mówi Mirosław Wiśniewski. - Potem byłem przewodniczącym rady artystycznej ZPAF.
Wszystkie albumy Mirosława Wiśniewskiego mają na celu pokazanie Polski z jak najlepszej strony, uwydatnienie tego, co najlepsze wniosła do dziedzictwa kulturowego. Pokazał polską przyrodę, dwory, pałace, zamki. W przygotowaniach jest album o ziemi grodziskiej - ziemi Józefa Chełmońskiego.
Życie Mirosława Wiśniewskiego to wiele przygód, a przede wszystkim dziesiątki tysięcy zrobionych fotografii. Wiele wystaw i wydanych albumów. Na pisanie wspomnień nie ma czasu, bo jak mówi, jest wciąż dużo pracy do wykonania. Sam najbardziej czuje się fotografikiem. - Bez aparatu fotograficznego nie istnieję - mówi na zakończenie.
Sławomir Krejpowicz
Brak komentarzy

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· Ocalił życie, bo udawał martwego
· Pożar sklepu w Krupiej Wólce
· Mikołaj przyjedzie do dzieci ciuchcią
· Wróci pomnik Piłsudskiego?
· Studenci wspomogą niepełnosprawnych
· Kiermasz świąteczny i odpalenie choinki
· Zmiany w komunikacji od 3 stycznia?
· Ulice i skwery nie dadzą o nich zapomnieć
· Z Gretkowską oko w oko
· Wspólna wigilia przy góralskiej muzyce
· Nakarm automat elektrośmieciami
· O Łąkach znów głośno
· Chce przejechać Amerykę w 12 dni. Na rowerze!
· W Brześcach wybuchła wojna o krajobraz
· Coraz bliżej kościoła w Mysiadle?
· To wszystko wydaje mi się nierealne
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· S8 od Paszkowa do Przeszkody już szersza
· Mieszkańcy zapłacą mniej za bilety długookresowe
· Park coraz ładniejszy
· Zajęcia z mistrzami w nagrodę
· Od Zachodniej do Wschodniej bezpłatnie
· Polubiliśmy wypożyczalnie rowerów
· Protesty znów blokują obwodnicę
· Te papierosy miały trafić do Wielkiej Brytanii
· Czas wybrać się na łyżwy!
· Mieszkańcy chętnie korzystali z rowerów
· Od niedzieli nowy rozkład WKD
· W drodze do czystszego powietrza
· Zamknięcie sezonu uczczono tortem
· Każdy przebiegł, ile chciał i mógł
· Tędy też bezpiecznie pojedziesz rowerem
· Do trzech razy sztuka. Kto dokończy rewitalizację pałacu?
Wydanie:
GRÓJECKIE
· W Dniu Chynowa bawiła się cała gmina
· Olimpijczyk z indeksem
· Lekcja samorządności
· 36 uczniów uczestniczyło w Misji Przyroda
· Marianna Czamara „Belfrem roku”
· Sceny jak z prawdziwego horroru
· Marian Woronin w Błędowie
· Próbował podpalić kościół
· Rosiewicz wyśpiewał sobie „Ciotkę szarlotkę”
· Dyrektorem to tu jestem ja!
· Grójec będzie płacić mniej
· Każde jabłko na wagę „złota”
· Maliszewski czeka na wyrok
· Spóźniony śmigus-dyngus... pomyjami
· PCM w Grójcu ogłosi upadłość?
· Truskawkom zagłada nie grozi
© 2005-2018  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest