Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 25 października 2019**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 25 października 2019**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 25 października 2019**


wydanie grójeckie (nr 351), 2010-07-23
Na razie szybują tu tylko bociany

Przed kilkoma dniami mieliśmy możliwość - przyznajemy, nielegalnie - obejrzenia terenu byłego lotniska wojskowego w Nowym Mieście nad Pilicą. Wydaje się nieprawdopodobne, aby w ciągu dziesięciu lat obiekt chroniony, będący w gestii Agencji Mienia Wojskowego, stał się jedną wielką ruiną. Byliśmy zaskoczeni, że tak szybko i skutecznie można rozgrabić własność naszej armii. Może dlatego, że wkrótce obiekt zostanie przejęty przez miejscowy samorząd?

Upalna pogoda, możliwość przebywania w dziewiczej niemal naturze, wśród szybujących bocianów nastrajała pozytywnie. Mieliśmy do dyspozycji niemal 440 ha cudownych łąk, tylko gdzieniegdzie poprzecinanych pasmami betonu, którego już właściwie spośród wysokich traw nie było widać. I pomyśleć, że to wszystko od dziesięciu lat leży odłogiem, w ciszy i bezładzie.
Stan kilku obiektów, a nawet dawnych pasów startowych, wskazuje jednak, że trafiliśmy jedynie na okres urlopowy szabrowników. Zwiedzanie tego, co zostawili po byłym majątku wojska, rozpoczęliśmy od olbrzymiego hangaru.

Polowe lotnisko Luftwaffe

Na lotnisku są pas startowy o długości 2400 metrów i szerokości 60 metrów, cztery drogi kołowania i tyle samo płyt postojowych.
Wojskowy port lotniczy zbudowano w 1954 roku. Przez wiele lat stacjonował tu 61. Lotniczy Pułk Szkolno-Bojowy, a od 1977 do 2000 roku 47. Szkolny Pułk Śmigłowców. O lokalizacji obiektu, tuż przy mieście, zadecydowała przede wszystkim doprowadzona tu jeszcze przed wojną wąskotorowa linia kolejowa oraz droga asfaltowa i szpital. W czasie II wojny światowej znajdowało się na tym obszarze polowe lotnisko Luftwaffe.
Pierwsze prace pod budowę lotniska stałego rozpoczęto 15 listopada 1953 r. Budowano na wywłaszczonych gruntach (ze względu na okres zimnej wojny utajniono nazwy miejscowości, na których rozpoczęto budowę lotniska i jednostki wojskowej, nadając im nazwę Romanów). W skład tego obiektu wchodziły grunt z części miejscowości: Łęgonice i Nowe Miasto n. Pilicą - głównie z dawnego majątku oraz tzw. miejskie pola.
W roku następnym przystąpiono do budowy betonowej drogi startowej wraz z drogami kołowania i płytami postoju samolotów. W 1954 wybudowano także port lotniczy, hangar oraz pozostałe obiekty niezbędne do prawidłowego funkcjonowania obiektu. W latach późniejszych uzupełniano infrastrukturę o dodatkowe budynki np. domek pilota. W jednostkach i instytucjach garnizonu Nowe Miasto znalazło zatrudnienie około 300 osób. Lotnisko i stacjonujący tam garnizon były największym pracodawcą na terenie miasta. Osiedle Wojskowe wybudowane dla potrzeb kadry zawodowej i pracowników cywilnych liczy ponad 300 mieszkań (14 bloków mieszkalnych).
Ostatnim dowódcą w garnizonie Nowe Miasto n. P. był dowódca Grupy Likwidacyjnej JW 1540 mjr Grzegorz Rumiński. Grupa z końcem sierpnia 2001 roku zakończyła działanie a kompleks koszarowo - lotniskowy został przekazany Agencji Mienia Wojskowego.

Nędzne resztki

Dawniej mieścił zapewne kilka samolotów lub helikopterów. Potężne filary są już w stanie zagrażającym zawaleniem. Częściowo rozebrany, dziurawy dach, wybite niemal wszystkie szyby, wyrwane framugi ze sterczącymi kawałkami szkła, leżące na betonie pod ścianami - spowodowały, że woda dostawała się się tu bez przeszkód. Plamy mokrego betonu widoczne nawet przy temperaturze ponad 30 st. C świadczyły o tym dobitnie. Ale największe wrażenie robiły powyrywane instalacje elektryczne i wodno-kanalizacyjne. Z biegnących wzdłuż ścian rur pozostały jakieś poskręcane, nędzne resztki, których wyrwać się już w żaden sposób nie dało.
Wyszliśmy z hangaru przygnębieni. Ale kilkadziesiąt metrów dalej, tuż przy pasie startowym, kołowało właśnie stadko bocianów. Było ich kilkanaście. Wreszcie majestatycznie osiadły na łące, niemal znikając w wysokiej trawie. Podeszliśmy tzw. dojazdem. Po drodze mijaliśmy studzienki, w których dawniej były zapewne urządzenia elektryczne i lampy. Dzisiaj to „puste oczodoły” - jak napisałby zapewne poeta - straszące wiązkami ostro przyciętych przewodów elektrycznych. Nie sprawdzaliśmy, jak groźnych, bo w takich miejscach łatwo o najgorsze ponoć niespodzianki. Sielskie widoczki nagradzały jednak tę odrobinę dyskomfortu, którą powodował stan wojskowej infrastruktury. Aż doszliśmy do budynku byłego portu lotniczego.

Wyrwano, co się dało

Znaleźliśmy reportaż z lotniska, napisany w 2007 r., gdzie na zdjęciu można zobaczyć budynek portu, nienaruszony zębem czasu ani przez szabrowników. Był to czas, gdy Agencja Mienia Wojskowego wystawiała te tereny na przetarg. Później, gdy wiadomo już było, że przejmie je samorząd, pozostawiono go widocznie samemu sobie. A to oznaczało: każdy szabruje, ile może. Wyrywano więc wszystko, poczynając od drzwi, futryn, boazerii ze ścian, ścianek działowych, podłóg, urządzeń sanitarnych, kończąc na instalacjach wodno-kanalizacyjnych. Łatwo sobie wyobrazić jak wewnątrz wygląda dzisiaj stylowy zresztą budynek. Kupa gruzu, walającego się szkła, kawałków porozbijanych ościeżnic, ram okiennych, kafelków. Na ścianach fantazyjne napisy, nawet całe „tomiki wierszy” i przyznać trzeba, że ich autorzy nie zniżyli się do tzw. poziomu klozetowego. Jednak wyznania miłosne spisane na ścianach, gdzie odbito tynk i z których wystają pourywane rury, jakoś nie przekonują.
Zaskoczeniem był jeden z gabinetów, gdzie na ścianach nadal rozwieszone są, pamiętające zapewne czasy prosperity lotniska, mapy meteorologiczne z charakterystyką określonych zjawisk pogodowych. Tu również pozostały resztki boazerii. Ale najbardziej zadziwiała marmurowa wykładzina schodów i ściany. Widać po kilku nieudanych próbach oderwania jej, dalszych zaprzestano. Widocznie zaprawa była na „mur, beton”.
Na wieżyczkę, gdzie prowadzą chwiejne dość schody, nie dostaliśmy się. Gdy byliśmy w połowie drogi, coś zaczęło dziwnie skrzypieć. Postanowiliśmy nie ryzykować dalszej wspinaczki, choć widok z wieży byłby zapewne fascynujący. Pomyśleliśmy jednak, że uwięzienie, aż do wizyty następnego szabrownika (co zapewne nastąpiłoby wkrótce), jednak nam się nie uśmiecha.
Po tych lotniskowych peregrynacjach, już zupełnie oficjalnie, bez jakichkolwiek przeszkód, wyszliśmy główną bramą z byłego lotniska wojskowego w Nowym Mieście nad Pilicą.

Urzędnicze przepychanki

Jak długo potrwa ten stan zawieszenia, co oznacza pogłębiającą się dewastację lotniska? Jeżeli prześledzi się drogę urzędową przekazania terenu samorządowi Nowego Miasta, nie napawa to optymizmem. W maju ub. roku pisaliśmy w Kurierze... „W ubiegłym tygodniu dokumenty zostały pozytywnie zaopiniowane pod kątem zgodności z polityką transportową kraju i trafiły do Ministerstwa Obrony Narodowej. Teraz, po uzyskaniu opinii z MON, minister infrastruktury prześle wniosek, wraz z opiniami, burmistrz Nowego Miasta. Barbara Gąsiorowska ma dwa tygodnie na przesłanie go z kolei do Ministerstwa Skarbu Państwa, gdzie powinna zapaść ostateczna decyzja na dokonanie darowizny. Po otrzymaniu takiej zgody, starosta grójecki stwierdzi z urzędu, w ciągu 7 dni, wygaśnięcie trwałego zarządu wojska w stosunku do terenów lotniska. Ostatnim krokiem jest podpisanie umowy darowizny pomiędzy wojewodą, jako reprezentantem Skarbu Państwa i burmistrzem miasta i gminy Nowe Miasto nad Pilicą. Za niewiele więc ponad miesiąc samorząd powinien przejąć tereny byłego lotniska wojskowego”.

Błąd w rozporządzeniu

Wydawało się, że sprawa jest tak oczywista, prosta do załatwienia. Tymczasem minął rok i samorząd Nowego Miasta nad Pilicą nadal nie jest gospodarzem 435 ha terenu po byłym lotnisku. Dlaczego? Mówi burmistrz Barbara Gąsiorowska.
- Rzeczywiście w czerwcu 2010 roku mieliśmy przejąć te tereny aktem notarialnym. Jest to dla nas szansa na pozyskanie inwestora i stworzenie nowych miejsc pracy. Poza tym jest to ogromna szansa dla mieszkańców gminy, dotkniętych bezrobociem.
Bardzo chciałabym przedstawić mieszkańcom powody opóźnienia w przejęciu terenu przez samorząd, ale ich nie znam. Wiem jedynie, że w rozporządzeniu Rady Ministrów, dotyczącym aktu darowizny, było kilka błędów. Mylnie zapisano nazwę wsi Łęgonice. W dokumencie wstępuje wieś Łęgowice. Poza tym są błędne numery ewidencyjne dwóch działek. Sprawa niby oczywista. Należy sprostowanie tych błędów przeprowadzić notarialnie. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby od początku przeprowadzana była cała procedura wydania rozporządzenia. Z informacji, jakie do naszego urzędu napływają, wszystkie kancelarie notarialne, do których się zwrócono w tej sprawie, odmówiły. Prawnicy obawiają się podejmować decyzje, gdy istnieje choćby cień podejrzenia, że dokumenty są niepełne lub źle sporządzone.
Najgorsze jest to, że nie wiem nawet u kogo w tej sprawie powinnam interweniować. Pisałam więc do wszystkich zainteresowanych ministerstw. Bez rezultatu. Interweniował również wojewoda mazowiecki - też nie otrzymał odpowiedzi. Wygląda na to, że 435 ha lotniska zaginęło gdzieś w ministerialnych szufladach.

Amerykanie nie mogli czekać

Warunkiem przejęcia terenu jest uruchomienie w ciągu trzech lat działalności lotniczej. Zgłaszali się do nas potencjalni inwestorzy, ale zazwyczaj rozmowy kończyły się na pytaniu, czy mamy tytuł prawny do dysponowania terenem lotniska. Najbardziej realnym pomysłem byłoby uruchomienie tutaj lotniczego portu towarowego cargo, choć w przeszłości były rozważane też koncepcje budowy międzywojewódzkiego lotniska cywilnego, a także miasteczka filmowego. Wśród zainteresowanych jest też Aeroklub Warszawski z Bemowa, który ewentualnie chciałby zagospodarować część lotniska. Najbardziej mi jednak żal potężnej amerykańskiej firmy, która chciała u nas zainwestować olbrzymie pieniądze. Na czekanie Amerykanie nie mieli jednak czasu - kończy burmistrz Nowego Miasta nad Pilicą Barbara Gąsiorowska..
Leszek Świder
Komentarze
nick: Jey,     2010-07-23   15:18:18
Lotnisko to wspaniały teren, niepotrzebnie zamkniety dla grup ktore chcialy w nim uprawiać ASG
nick: @71-73,     2010-07-26   17:08:52
W pamieci mam latające Limki Biesy. nocne loty spedzane na lotnisku. W zeszlym roku znalazlem w necie obecne zdjęcia, ąz mi w gardle ścislo na to co zobaczyłem, kompletna ruina. Jak można do tego bylo dopuścić?.....Rzadzącym można wszystko...katolickie Państwo Prawa.
nick: stopa,     2010-10-06   19:57:42
a ja nie mialem problemu z wejsciem na teren jednostki robilismy tam wyscigi ale zal mi tego terenu i obiektow

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· Kolorowe napisy ozdobią miasto
· Coraz więcej włamań. Policja prosi o pomoc mieszkańców
· Rozbiórka hali po Wszystkich Świętych
· Gmina dofinansuje prywatną inwestycję
· Na sportowo i ekologicznie
· Mnóstwo atrakcji na Hubertusa
· Wojna o sklep między blokami
· Blokada drogi i kilkanaście postulatów
· Dzikie parkowanie przy dworcu
· Powstanie Strategia Polityki Senioralnej
· PiS wygrywa także w powiecie piaseczyńskim
· Znaleźli wspólny język z Wojciechem Jagielskim
· Jestem tatą
· Wkrótce ruszy remont targowiska
· Duathlon zastąpi triathlon
· Chcą ocalić kasztanowce
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· Piękna nasza Polska cała
· Trzej królowie przybyli z darami
· Miasto wspiera walkę ze smogiem
· Domaniew z nową świetlicą
· Pamięci prezydenta Wilsona
· Co zrobić, żeby było bezpieczniej?
· Tańsze bilety dla mieszkańców
· Zainwestują w drogi, kanalizację i... Austerię
· Poznaj mieszkańców lasu
· Czytali i w dzień, i w nocy
· Trzy nowe pomosty i siłownia
· Gorączka w pogotowiu
· Najpierw bramki, potem nowe pasy
· Wiosną wystartuje budowa Akademii Legii
· Stacja i dworzec na ukończeniu
· Kilometry ulic, dwie hale, przedszkole i ratusz
Wydanie:
GRÓJECKIE
· W Dniu Chynowa bawiła się cała gmina
· Olimpijczyk z indeksem
· Lekcja samorządności
· 36 uczniów uczestniczyło w Misji Przyroda
· Marianna Czamara „Belfrem roku”
· Sceny jak z prawdziwego horroru
· Marian Woronin w Błędowie
· Próbował podpalić kościół
· Rosiewicz wyśpiewał sobie „Ciotkę szarlotkę”
· Dyrektorem to tu jestem ja!
· Grójec będzie płacić mniej
· Każde jabłko na wagę „złota”
· Maliszewski czeka na wyrok
· Spóźniony śmigus-dyngus... pomyjami
· PCM w Grójcu ogłosi upadłość?
· Truskawkom zagłada nie grozi
© 2005-2019  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest