Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 24 września 2021**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 24 września 2021 **Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 24 września 2021*


wydanie piaseczynsko-ursynowskie (nr 124), 2005-11-18
Umowa na pustakach

W tym roku 11 listopada wicestarosta Jan Dąbek składał kwiaty pod tablicą Józefa Piłsudskiego w Piasecznie. Sześć lat temu w tym samym czasie na stercie pustaków podpisywał umowę, zgodnie z którą miał otrzymać ponad 20 tys. złotych prowizji za pośrednictwo w sprzedaży nieruchomości. A może nie? - może nasz wicestarosta podrobił umowę, a pieniądze chciał wyłudzić? Tak twierdzi Marian Grobel - właściciel nieruchomości. Biegłby grafolog wyznaczony przez sąd potwierdził, że podpis Grobla został sfałszowany. W prawomocnym wyroku sąd nie dał wiary zeznaniom Jana Dąbka uważając, że wersja wydarzeń przedstawiona przez naszego wicestarostę jest „sprzeczna z zasadami życiowego prawdopodobieństwa”. - W sprawie wszczęto dochodzenie z artykułu 270 kodeksu karnego, mówiącego o fałszerstwie dokumentów - mówi Zuzanna Czyżewicz z Prokuratury Rejonowej w Piasecznie.

W 1997 roku firma „Indra” poszukiwała na Józefosławiu terenów pod inwestycje mieszkaniowe. Z pomocą przyszedł sołtys Jan Dąbek - późniejszy wiceburmistrz Piaseczna i aktualny wicestarostwa. Wystąpił do mieszkańców z propozycją wykupu gruntów. Jednym z nich był Marian Grobel.

Propozycja nie do odrzucenia
- Przyszedł do mnie Dąbek, który wcześniej odwiedził już moich sąsiadów z podobną propozycją i zapytał, czy nie zechciałbym sprzedać gruntów firmie „Indra” - opowiada po latach Grobel. - Powiedziałem, że być może sprzedam, ale muszę porozumieć się z moją małżonką, która jest współwłaścicielem. Wtedy Dąbek zaproponował, że będzie pośredniczył pomiędzy nami a „Indrą”. Stanowczo odmówiłem - powiedziałem, że jak zdecydujemy się na sprzedaż, to sam chcę negocjować cenę.

Jak pan widzi
- Odezwał się do mnie dopiero po dwóch latach, tym razem jako pełnomocnik firmy „JAGA” (zarejestrowanej na żonę i matkę- przyp. red) i umówił się na 10 listopada 1999 roku, żebym podpisał protokół uzgodnień z „Indrą” - opowiada Grobel.
- Przyjechał do mnie na działkę i zaczęliśmy uzgadniać cenę. Zapytałem wtedy czy jest upoważniony, żeby prowadzić rozmowy w imieniu inwestora. - „Jak pan widzi” - odpowiedział. - Ustaliliśmy cenę na 46,5 dolara za metr kwadratowy. Podpisałem protokół, ale Dąbek miał tylko jeden egzemplarz, który ze sobą zabrał. Obiecał, że jak tylko „Indra” podpisze, to odda mi drugą kopię. Nigdy tego nie zrobił. Po kilku dniach zadzwonił do mnie ponownie i powiedział, że w jego imieniu będzie działał dalej pan G. - pracownik firmy „JAGA”. Faktycznie, 20 grudnia 1999 roku przyjechał do mnie pan G. i wziął ode mnie akt notarialny, który miał dostarczyć do „Indry”.

Dawaj prowizję!!!
W 2000 roku, 14 stycznia odbyło się spotkanie w siedzibie „Indry” w obecności notariusza, pojechałem na nie wraz z małżonką - opowiada Grobel. Po kilkudniowych negocjacjach państwo Groblowie ustalili z „Indrą” warunki transakcji, a 17 sierpnia ostatecznie sprzedali grunt inwestorowi. Przez trzy miesiące ani Dąbek, ani nikt z firmy „JAGA” nie kontaktował się z Groblami. Dopiero po trzech miesiącach u Mariana Grobla zjawił się pan G., żeby upomnieć się... o zapłatę prowizji.
- Jaka prowizja? Przecież nie rozmawiałem z Dąbkiem o żadnej prowizji - odparł zaskoczony Grobel. Jeszcze bardziej się zdziwił, gdy pan G. wyjął kopię umowy, z której wynikało, że „JAGA” została upoważniona do pośrednictwa w sprzedaży ziemi... przez samego pana Grobla.
- Aż przetarłem oczy ze zdziwienia, na końcu umowy ktoś podpisał się za mnie. Ja niczego nie podpisywałem! - oświadczył stanowczo Grobel panu G. - Nie oddałem mu tej sfałszowanej umowy, na wszelki wypadek zatrzymałem ją dla siebie - mówi Grobel.

Wezwanie do nikąd
Przez ponad półtora roku nikt z firmy „JAGA” nie kontaktował się z państwem Groblami. Niespodziewanie - w czerwcu 2002 radca prawny działający na zlecenie firmy „JAGA” przysłał Marianowi Groblowi wezwanie do zapłaty. Na wezwaniu nie podano jednak numeru konta, na które należność należałoby zapłacić, ani adresu firmy, pod którym można byłoby zrealizować płatność. - Teoretycznie gdybyśmy chcieli zapłacić to nie wiadomo było komu i gdzie - mówi Grobel. - To jakiś absurd, tak jak i ta sfałszowana umowa z 11 listopada. Tego dnia w Święto Niepodległości byłem cały czas w domu z rodziną.

Agencja w baraku?
W sierpniu 2002 roku firma „JAGA” złożyła pozew o zapłatę ponad 22 tysięcy złotych. Na kopii umowy, którą przedstawiono w sądzie przy podpisie Dąbka - pojawiła się pieczątka. - Na kopii umowy, którą przyniósł mi pan G. nie było tej pieczątki - mówi Grobel. - Dopiero zobaczywszy adres na kopii umowy przedłożonej w sądzie pojechaliśmy do firmy „JAGA”. Pod wskazanym adresem zastaliśmy pusty barak, pozamykany na kłódki. - „Tu nie było żadnej agencji nieruchomości” - odpowiedzieli nam zagadnięci przechodnie. - „Kiedyś w tym miejscu działał sklep „JAGA“, a obok niego przez jakiś czas funkcjonowała dyskoteka”. Tyle udało nam się dowiedzieć o tej agencji nieruchomości - wspomina Grobel.

Występy przed sądem
Sąd rozpoczął postępowanie. Przesłuchał w charakterze świadka między innymi Jana Dąbka, który potwierdził, że prowadził pertraktacje pomiędzy pozwanym a firmą „JAGA”. - W 1997 roku pomiędzy pozwanym a mną została zawarta umowa pośrednictwa dotycząca tej nieruchomości - zeznał pod przysięgą Dąbek. Nie mógł jednak przedstawić jej przed sądem, bo gdzieś się zgubiła.
- Firma żony przejęła moich klientów i z tego powodu z pozwanym oraz innymi klientami zostały zawarte umowy z firmą „JAGA” - twierdzi Dąbek. - Pozwany podpisał tę umowę w mojej obecności.
Innego zdania jest biegły grafolog, który na zlecenie sądu przeprowadził ekspertyzę. Stwierdził, że podpis nie został nakreślony przez Mariana Grobla - został podrobiony.

W deszczową niedzielę
w Święto Niepodległości
na pustakach

Ponownie został przesłuchany Jan Dąbek na okoliczność podpisania umowy. Tym razem wyznał przed sądem, że umowa została podpisana na stercie pustaków, znajdującej się na działce Grobla. Z zeznań Dąbka wynika, że Marian Grobel złożył podpis na tej części kartki, pod którą pustaki były nierówne, a on na tej bardziej gładkiej. To by tłumaczyło pomyłkę biegłego. Grafolog jednak zdecydowanie wykluczył możliwość podpisania umowy w tak nietypowych warunkach. - Jakie pustaki? U mnie na działce nie było żadnych pustaków! Po co podpisywalibyśmy umowę tak szybko, w Święto Niepodległości w słotną jesienną niedzielę, tym bardziej, że przecież dzień wcześniej podpisałem protokół uzgodnień z „Indrą” i transakcja była praktycznie przesądzona? - pyta retorycznie Grobel.

Sąd oddala
Sąd oddalił powództwo firmy „JAGA” nie dając wiary zeznaniom Jana Dąbka. Zeznania Mariana Grobla ocenił jako „jasne, logiczne, konsekwentne i znajdujące potwierdzenie w dokumentach”. Wersję wydarzeń przedstawionych przez naszego wicestarostę uznał za „sprzeczną z zasadami życiowego prawdopodobieństwa”. Firma „JAGA” złożyła apelację, która została jednak odrzucona ze względu na brak uiszczenia wpisowego w kwocie ok. 1,6 tys. złotych. Wyrok jest więc prawomocny, a podejrzenia wicestarosty Dąbka o fałszerstwo dokumentu potwierdzi, bądź rozwieje piaseczyńska prokuratura.


Nie do wiary...

Umowa, którą rzekomo zawarł Marian Grobel z firmą „Jaga” jest sporządzona w sposób bardzo niedbały. W rubryce Agencja Nieruchomości Dąbek wpisał tylko „PPHU Jaga”, bez adresu siedziby firmy. Nie ma informacji o miejscu zawarcia umowy. W adresie pana Grobla dokonano poprawki w nazwie ulicy, bez autoryzacji. - Ten błąd powstał najprawdopodobniej w wyniku przeniesienia błędu z aktu notarialnego, który przekazałem panu G. dopiero 20 grudnia 1999 roku, co wyklucza możliwość podpisania umowy 11 listopada 1999 roku - twierdzi Grobel.
Dodatkowym uchybieniem w treści umowy sporządzonej przez Dąbka jest określenie ceny oferowanej za grunt na kwotę... 46,5 dolara. Zapomniał napisać, że za metr kwadratowy - niby drobiazg, ale bardzo istotny.
Umowa została zawarta na okres, od 11 listopada do 12 grudnia 1999 roku, podczas gdy państwo Groblowie sprzedali swoją ziemię dopiero 17 sierpnia 2000r. Czy to nie podważa możliwości ubiegania się o prowizję? Dodatkowo podpis Dąbka został złożony nieczytelnie - i tak naprawdę poza nazwą, nic nie wiadomo o firmie, ani o tym, kto w jej imieniu się podpisał. Pod wątpliwość można poddać też, czy Dąbek miał prawo do reprezentowania firmy „Jaga” - gdyż jego pełnomocnictwo wygasło już 3 listopada 1998 roku. Największym jednak lapsusem umowy jest zapis o tym, że Klient zleca Agencji wyłączne pośrednictwo przy zakupie (!) nieruchomości. Wynika więc z tego, że to „Indra” sprzedała panu Groblowi ziemię, a nie odwrotnie.
Dlaczego Jan Dąbek - osoba mająca na codzień do czynienia z dokumentami, były wiceburmistrz Piaseczna i przyszły wicestarosta podpisał takiego gniota? Czy nie widział sprzeczności pomiędzy pełnioną przez siebie funkcją burmistrza od spraw inwestycyjnych, z działalnością komercyjną - polegającą na podpisywaniu umów pośrednictwa sprzedaży lub zakupu nieruchomości? Dąbek pośredniczył także w sprzedaży czterech innych działek sąsiadujących z gruntami państwa Groblów. Jak zeznał w sądzie - jeden z właścicieli gruntów zapłacił prowizję, z dwoma została zawarta ugoda, a trzeci podobnie jak Marian Grobel odmówił zapłaty, kończąc sprawę w sądzie (również wygranym procesem - przyp. red.).
Niestety wicestarosta nie znalazł czasu na dłuższą rozmowę, ale obiecał, że na wszystkie pytania chętnie odpowie w przyszłym tygodniu. - Bardzo się cieszę, że sprawą zajęła się prokuratura - skomentował podczas krótkiej rozmowy telefonicznej. - Dzięki temu w sposób kompetentny zostaną rozwiane wszelkie wątpliwości i sprawa zostanie wyjaśniona.
My również podzielamy entuzjazm wicestarosty i z uwagą będziemy śledzić dalszy rozwój sprawy. Zapraszamy więc już dziś do lektury następnego numeru „Kuriera Południowego”.
Czy wicestarosta Jan Dąbek dopuścił się fałszerstwa umowy? Na to pytanie odpowie prokuratura. Jedno jest pewne - zastępca szefa powiatu piaseczyńskiego nie jest ekspertem od sporządzania umów.
Kamil Staniszek

tagi:    umowa na pustakach    Jan Dąbek

Brak komentarzy

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· Integracyjne narodowe czytanie
· Samoloty latały nad Parkiem Zdrojowym
· Nie koszą trawy i chwastów na rondach. Podobno chodzi o ekologię...
· Dni Prażmowa
· Mieszkańcy narzekają na „gołe” przystanki
· Pociąg towarowy zatrzymał się na starej bocznicy
· 6. Festiwal Pięknej Książki „Piaseczno – Ludzie – Książki”
· Kumulacja imprez w Czersku. Będzie się działo!
· Pożar i ciało odnalezione w pogorzelisku
· Jarmark powrócił!
· Powstają nowe parkomaty! Nie wszędzie ceny będą takie same
· Mieszkanka: woda z dachu cieknie mi na głowę!
· Gminna bez odszkodowań
· Dlaczego warto kupować ubezpieczenia samochodowe w Internecie?
· 30 lat straży miejskiej. Zaczynali od poloneza
· W Józefosławiu otwarto skwer
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· Piękna nasza Polska cała
· Trzej królowie przybyli z darami
· Miasto wspiera walkę ze smogiem
· Domaniew z nową świetlicą
· Pamięci prezydenta Wilsona
· Co zrobić, żeby było bezpieczniej?
· Tańsze bilety dla mieszkańców
· Zainwestują w drogi, kanalizację i... Austerię
· Poznaj mieszkańców lasu
· Czytali i w dzień, i w nocy
· Trzy nowe pomosty i siłownia
· Gorączka w pogotowiu
· Najpierw bramki, potem nowe pasy
· Wiosną wystartuje budowa Akademii Legii
· Stacja i dworzec na ukończeniu
· Kilometry ulic, dwie hale, przedszkole i ratusz
Wydanie:
GRÓJECKIE
· W Dniu Chynowa bawiła się cała gmina
· Olimpijczyk z indeksem
· Lekcja samorządności
· 36 uczniów uczestniczyło w Misji Przyroda
· Marianna Czamara „Belfrem roku”
· Sceny jak z prawdziwego horroru
· Marian Woronin w Błędowie
· Próbował podpalić kościół
· Rosiewicz wyśpiewał sobie „Ciotkę szarlotkę”
· Dyrektorem to tu jestem ja!
· Grójec będzie płacić mniej
· Każde jabłko na wagę „złota”
· Maliszewski czeka na wyrok
· Spóźniony śmigus-dyngus... pomyjami
· PCM w Grójcu ogłosi upadłość?
· Truskawkom zagłada nie grozi
© 2005-2021  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest